Od brzydkiego maila o 8 rano po audyt sześciu wirtualnych pracownic wieczorem. Zapisałem wszystko, co dziś weszło do Belmiry — dzień po dniu buduje się szybciej, niż myślisz.
8:04, brzydki mail
Dzień zaczął się od maila, który przyszedł do testowej klientki. Beżowy, ze złotym przyciskiem, wyglądał jak zaproszenie na komunię z 2011 roku. Do 9 wszystkie maile z aplikacji — reset hasła, link do logowania, potwierdzenie konta — były już różowe, z żółtym godłem i przyciskiem, którego chce się dotknąć. Cała trójka przeszła przez podgląd w Gmailu, zanim poszła dalej.
Potem ktoś (dobra: ja) nie mógł odczytać własnego hasła przy logowaniu. Więc od dziś każde pole hasła i PIN-u w całej aplikacji ma oczko do podglądu. Każde. Policzyłem: piętnaście pól w ośmiu miejscach.
Przed południem: aplikacja Panel
Właściciel salonu nie miał skąd pobrać aplikacji do zarządzania — instalacja chowała się pod ekranem logowania. Teraz jest strona belmira.pl/pobierz: wchodzisz, jeden różowy przycisk, apka ląduje na ekranie głównym telefonu. Po drodze wyleciała ostatnia złota resztka starej szaty i pomylona grafika: logowanie do panelu pokazywało ikonę apki dla klientek. Panel ma teraz własną, czarną, z żółtą pigułką PANEL. Nie do pomylenia.
Po południu: wielkie sprzątanie kalendarza
Na telefonie kalendarz witał Cię ścianą dziewięciu rzędów przycisków, zanim pokazał choć jedną wizytę. Zostały trzy linie: nazwa salonu, nawigacja z przełącznikiem Dzień/Tydzień i drobna data. Cała reszta siedzi pod jednym „⋯" — wysuwany arkusz z akcjami, opcjami widoku i statystykami. Jak coś czeka na Twoją decyzję, na „⋯" świeci różowa kropka. Kalendarz widać od razu, od pierwszego piksela.
Wieczór: sześć kobiet, których nie ma
A potem, zamiast klepać się po plecach, wpuściłem do tego kalendarza sześć wirtualnych pracownic. Recepcjonistka odbierała telefony, stylistka logowała się PIN-em między klientkami, menadżerka przekładała wizyty pięciu osób naraz, właścicielka patrzyła na pieniądze, kontrolerka jakości czytała kod jak akt notarialny, a ostatnia robiła wszystko jednym kciukiem, bo w drugiej ręce trzymała suszarkę.
Zgłosiły 67 uwag. Każdą próbował potem obalić sceptyk — obroniło się 57. Trzydzieści najpoważniejszych naprawiłem jeszcze tego samego wieczora: dwuklik już nie policzy rozliczenia podwójnie, druga Anna Kowalska nie dostanie cudzej kartoteki, poprawiona godzina nie zgubi się przy potwierdzaniu rezerwacji, a palec wreszcie scrolluje po kafelkach zamiast je porywać. Żaden z tych błędów nie migał na czerwono. Taki gatunek psuje się po cichu i po cichu kosztuje — dlatego wolę, żeby znalazły go moje testerki, a nie Twoja recepcja.
Po co Ci ta notatka
Bo wybierając program dla salonu, patrzysz na cennik i screeny, a powinnaś pytać o jedno: jak szybko rośnie i kto go pilnuje. Duże systemy wydają poprawki kwartalnie, na zebraniach, w sprintach. U mnie między „to wygląda strasznie" a „naprawione i wdrożone" mija godzina, czasem dwie. Wszystko z tej notatki jest już na produkcji. Weszło, zanim skończyłem kolację.
Jutro znowu coś wejdzie. Ciekawe, czy Twój obecny program powie Ci, co u niego zmieniło się dzisiaj.
Rozwijaj swój salon z Belmirą.
Kalendarz online, rezerwacje, kartoteki klientek, przypomnienia i statystyki — w jednym miejscu.
Załóż salon za 0 zł →